Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konwent. Pokaż wszystkie posty
#114 Polski Comic-Con (?) cz.2. Fotorelacja z konwentu Pyrkon 2013.
Od kilku dni na tym blogu możecie przeczytać obszerną relację z niedawno zakończonego konwentu Pyrkon 2013. Zdaję sobie jednak sprawę, że internet nie koniecznie jest dobrym miejscem do publikowania tak długich artykułów i wielu z was, jeżeli w ogóle zdecydowało się na jego przeczytanie zrobiło to pobieżnie lub zapoznało się jedynie z częścią tekstu. Stąd nowy pomysł, który narodził się w mojej głowie, czyli fotorelacja z konwentu.
Zanim przejdziemy do samych zdjęć parę słów wyjaśnienia. Z racji, że jest to pierwsze tego typu przedsięwzięcie na tym blogu dlatego też jest to pewien kompromis pomiędzy tym jak miało być, a jak jest. Tak naprawdę, sam do końca nie wiedziałem, czy będąc kompletnym fotograficznym laikiem, dam radę podołać postawionemu przed sobą wyzwaniu. Na całe szczęści na konwent wybrał się ze mną mój kolega Radek Włoczewski, który wspomógł mnie i dzięki niemu ma to wszystko ręce i nogi. Radku, wielkie dzięki! Postanowiłem, również wesprzeć się nieco materiałami od organizatorów imprezy, które otrzymałem z racji tego, że wybrałem się na imprezę jako dziennikarz Anime Games World. Wszystkie zdjęcia zrobione przez kogoś innego niż ja będą podpisane. Miłego oglądania.
Miejsce imprezy:
Pyrkon, podobnie jak w zeszłych latach, odbył się na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich. W zeszłym roku grupa fantastów na trzy dni zajęła hale o numerach 7, 8a, 14 i 1. W tym roku zrezygnowano z jedynki i ósemki, a zamiast tego ulokowano nas dodatkowo w halach 7a, 6a i 5a. Ta ostatnia, wraz z II LO pełniła rolę sleep room'u.
Plan Targów z zaznaczonymi na nim halami przeznaczonymi pod konwent. Jak widać na grafice jest jeden błąd, a mianowicie usytuowanie noclegów, które ulokowano w hali 5a.
[Pyrkon]
#113 Polski Comic-Con (?). Relacja z konwentu Pyrkon 2013.
Pamiętam, że dawno temu, gdy w polskim fandomie zaczęła ugruntowywać się pozycja konwentu, jako świetnego sposobu na spędzenie wolnego czasu, pojawiła się też idea organizowania takiego zlotu w formie targów. Ostatecznie, mimo wielu prób, nigdy się to nie udało. Powodów takiego stanu rzeczy było wiele. Od zmian w prawie, które ukróciły handel nielegalnymi kopiami kaset z anime, aż do małej ilości firm zajmujących się sprzedażą gadżetów dla fanów, których wtedy, wcale nie było, aż tak wielu. Najlepiej, do tej pory, w tej sferze radziły sobie konwenty mangowe z całą masą stoisk, które niestety oferują głównie to samo, co inne. Czas jednak płynie i fani wychowani na imprezach z lat '90 dorośli i dziś zakładają profesjonalne firmy zajmujące się produkcją i/lub dystrybucją różnego rodzaju dóbr dla fanów. Ci ostatni też, są zamożniejsi, niż ich koledzy uczestniczący w pierwszych polskich konwentach i chętniej wydają krwawicę rodziców na różnego rodzaju gadżety. Czy to jednak wystarczy, aby powrócić do idei konwentu jako targów i co więcej, czy pomysł ten uda się wreszcie zrealizować?
Do Poznania przybyliśmy w piątek (22 marca) około godziny 13.30 i od razu obraliśmy kurs na hale Międzynarodowych Targów, aby ustawić się w kolejce po akredytacje. Oczywiście już niemal tradycyjnie ominęliśmy, naprawdę długi ogonek do kas i skierowaliśmy się do tej przeznaczonej dla mediów. Jakie było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że również i ta kolejka jest niewiarygodnie długa, nawet pomimo tego, że media były obsługiwane nie przez jedną, ale przez dwie kasy. Na domiar złego nie ominęła nas awaria serwera, który nie wytrzymał naporu konwentowiczów i konsekwentnie, po obsłużeniu około pięciu osób przy jednej kasie, czyli około czterdziestu potencjalnych uczestników, zawieszał się ponownie. W konsekwencji, będąc na siódmym miejscu w kolejce, na teren imprezy dostaliśmy się po godzinie czekania. Na całe szczęście, większości oczekujących nie opuszczał dobry humor. Przypominało to trochę wydarzenia z krajowych stadionów, gdyż oczekujący co i rusz robili meksykańskie fale i śpiewali przyśpiewki w stylu "jeszcze jeden" mając nadzieję, że zostaną obsłużeni przed kolejną awarią. Także panie z kas starały się urozmaicić czekającym wolny czas np.: grając z nimi w kółko i krzyżyk (osobiście byłem świadkiem takiego "procederu"). Oczywiście tak zabawnie nie było na zewnątrz, gdzie również sięgały kolejki, bo mróz tej wiosny jest naprawdę niesamowity (wg TVN 24, temperatura przy gruncie w Poznaniu w niedzielę wynosiła -23 stopnie). Nieco lepiej sytuacja wyglądał przy kasach od strony ulicy Roosvelta (myśmy weszli od strony ulicy Śniadeckich), gdzie kolejki miały możliwość tak się powykręcać, aby wszyscy chętni zmieścili się w hali, a nie koczowali na zewnątrz.
Relacja z konwentu Animatsuri: Konflikt okresu Sengoku
Warszawa. Miasto o który napisano niezliczoną ilość hymnów, pieśni i piosenek. Miasto, którego dzieje można śledzić w kronikach i na płótnach wielkich mistrzów. Wreszcie, miasto, które, siłą rzeczy, zawsze było w centrum wydarzeń decydujących o losie naszej ojczyzny. Nie dziwi więc, że to właśnie tu, 14 lipca 2012 roku odbyła się inscenizacja jednej z ważniejszych bitew w historii Japonii. Na wstępie muszę Wam przyznać, że do końca nie wiedziałem czy wybiorę się na tegoroczne Animatsuri. Ekipa z którą miałem jechać, sukcesywnie się rozpadała. W końcu, na kilka dni przed wyjazdem, gdy miałem już jechać po bilety na pociąg, okazało się, że jadę wyłącznie ze swoją o sześć lat młodszą siostrą, Weroniką, dla której miał być to pierwszy w życiu konwent.
![]() |
| Honorowy patronat objęła ambasada Japonii |
Relacja z Pyrkonu 2012
Nie jestem konwentowiczem. Do tej pory stroniłem od tego typu imprez. Ostatnio doszedłem jednak do wniosku, że skoro i tak siedzę już po uszy w popkulturze, to warto by po udzielać się również i na tym polu. Tak więc, gdy kolega zaproponował wyjazd na Pyrkon, nie wahałem się ani chwili.
Do Poznania dojechaliśmy około godziny 14.00 w piątek. Wraz z nami z pociągu wylała się hałaśliwa fala rozentuzjazmowanych młodych ludzi, których garderoba zdradzała lekkie oznaki szaleństwa. Wszyscy zdążaliśmy w jednym kierunku. Naszym celem były hale Międzynarodowych Targów Poznańskich. Jednak już na samym początku drogi, byliśmy zmuszeni się rozdzielić, część z nas zdążała do hosteli, aby odebrać klucze do zamówionych pokoi i zostawić w nich bagaże. Natomiast ja i mój kolega Mqrcel, skierowaliśmy swoje kroki prosto do MTP. Po przekroczeniu progu hali naszym oczom ukazała się ogromna kolejka, a właściwie około dziesięciu kolejek, do dziesięciu różnych kas. Najciekawsze jest to, że wszyscy nowo przybyli ustawiali się w najdłuższej kolejce, tej obok wejścia. My natomiast, po szybkiej ocenie zastanej sytuacji, postanowiliśmy, na przekór wszystkiemu i wszystkim, stanąć w tej najkrótszej, dzięki czemu załatwiliśmy wszelkie formalności w około 5 minut. Miła pani w okienku, bardzo szybko nas obsłużyła. Wręczyła nam stupięćdziesięciostronicową książeczkę z opisami atrakcji i mapką okolicy z wyszczególnionymi bankomatami oraz sklepami wraz z ich godzinami otwarcia oraz szesnastostronicowy suplement ze stablicowanym zestawieniem wydarzeń. Oprócz tego, pani ta, założyła na nasze nadgarstki czerwony pasek z logo konwentu (do wyboru były materiałowe, plastikowe lub papierowe, w zależności od tego, ile czasu miało się spędzić na konwencie, co ułatwiało weryfikację), który mieliśmy obowiązek pokazywać na każde wezwanie ochrony. Po zaobrączkowaniu, udaliśmy się do szkoły, gdzie spodziewaliśmy się zostawić nasze bagaże w jednej z sal zaadaptowanych na sleep room, jednak odbywające się tam ciągle lekcje sprawiły, że byliśmy zmuszeni zawrócić taszcząc na sobie ciężkie torby i plecaki. Wiadomo, w piątek po południu w szkole trwają lekcje, szkoda tylko, że pani w kasie, która wskazała mi drogę do szkoły, nie poinformowała mnie o tym, że będzie ona otwarta dla uczestników konwentu dopiero za jakieś trzy godziny. Na całe szczęście, nie było problemu z pozostawieniem bagaży pozostawieniem w szatni na terenie MTP.
| Na tym zdjęciu znajduje się autor tegoż bloga. Znajdź go! |
Sezon konwentowy rozpoczęty! Relacja z Bydgoskiej soboty z komiksem.
Dnia dzisiejszego odbyła się Bydgoska Sobota z Komiksem. Jest to pierwsza tego typu impreza w stu procentach skierowana do fanów komiksu w Polsce. Z racji tego, że jest to dopiero mój drugi konwent, do tego pierwszy stricte komiksowy, zamiast klasycznej relacji podzielę się z Wami, Drodzy Czytelnicy kilkoma moimi spostrzeżeniami i uwagami.
Impreza odbyła się w Akademickiej Przestrzeni Kulturalnej Wyższej Szkoły Gospodarki w (a jakże) Bydgoszczy. Impreza była dość szeroko reklamowana w lokalnych mediach, natomiast w centrum handlowym Focus Mall zostało wystawionych kilkanaście plansz komiksowych wykonanych przez polskich artystów. Mnie osobiście zabrakło, jednak plakatów w centrum miasta, szczególnie w pobliżu miejsca imprezy, która cieszyła się dużym zainteresowaniem lokalnych mediów (radia, prasy i telewizji). Tak więc Ci którzy jakimś cudem o konwencie się nie dowiedzieli, na pewno się dowiedzą i być może przybędą w przyszłym roku.
BSzK rozpoczęła się od krótkiej prezentacji sylwetek bydgoskich twórców (Jacka Michalskiego, Jacka Przybylskiego, Jerzego Wróblewskiego i Andrzeja Nowakowskiego), których prace zostały wystawione na terenie APK. Zaraz potem odbyły się warsztaty, których uczestnicy prezentowali bardzo wysoki poziom artystyczny. Co ciekawe najmłodszy ich uczestnik miał jedynie 6 lat. Fajnie, że rodzice wraz z takimi szkrabami odwiedzają takie miejsca i zarażają swoje pociechy swoją pasją, być może za kilka lat to właśnie oni zwojują nasz rodzimy rynek.
Impreza odbyła się w Akademickiej Przestrzeni Kulturalnej Wyższej Szkoły Gospodarki w (a jakże) Bydgoszczy. Impreza była dość szeroko reklamowana w lokalnych mediach, natomiast w centrum handlowym Focus Mall zostało wystawionych kilkanaście plansz komiksowych wykonanych przez polskich artystów. Mnie osobiście zabrakło, jednak plakatów w centrum miasta, szczególnie w pobliżu miejsca imprezy, która cieszyła się dużym zainteresowaniem lokalnych mediów (radia, prasy i telewizji). Tak więc Ci którzy jakimś cudem o konwencie się nie dowiedzieli, na pewno się dowiedzą i być może przybędą w przyszłym roku.BSzK rozpoczęła się od krótkiej prezentacji sylwetek bydgoskich twórców (Jacka Michalskiego, Jacka Przybylskiego, Jerzego Wróblewskiego i Andrzeja Nowakowskiego), których prace zostały wystawione na terenie APK. Zaraz potem odbyły się warsztaty, których uczestnicy prezentowali bardzo wysoki poziom artystyczny. Co ciekawe najmłodszy ich uczestnik miał jedynie 6 lat. Fajnie, że rodzice wraz z takimi szkrabami odwiedzają takie miejsca i zarażają swoje pociechy swoją pasją, być może za kilka lat to właśnie oni zwojują nasz rodzimy rynek.
Święta, święta i...
Po kilku latach posuchy, znów do naszego kraju zawitała prawdziwa zima (wszak mamy przecież globalne ocieplenie). Jednak, Polak jak to Polak i na to narzeka (mimo, iż dwa lata temu narzekał, że śniegu było za mało), a to drogi za śliskie, a to za dużo śniegu, a to kolejki w sklepach. Na rynku komiksowym, również tak jakoś ciszej, ale wiadomo rodzinna wieczerza jest wartością samą w sobie.
Echa listopada
W poprzednim podsumowaniu pisałem o coraz śmielszym wchodzeniu konwentów w świadomość zwykłych ludzi. Niestety, niedługo potem nastąpiła korekta tego pozytywnego trendu (zupełnie jak na niedawno sprywatyzowanej GPW). Jak donosi wydawnictwo Waneko, czyli główny organizator Wanekonu- Wampirkonu, konwent nie odbędzie się, jak zapowiadano w grudniu, ale dopiero w marcu. Winę za taki stan rzeczy ponosi szkoła w której festiwal miał się odbywać. Najpierw zażądano od organizatorów, usunięcia z programu imprezy panelu poświęconego hentai. Następnie, za sprawą jednego z rodziców, dyrekcja szkoły, zażądała rezygnacji z tematów mangowych (przypomnijmy, że Wanekon, miał być właśnie konwentem, stricte mangowym). W takiej sytuacji organizator postanowił poszukać nowego miejsca stąd zmiana terminu zlotu.Wierzę, że tego typu incydentów, będzie coraz najmniej. Prawda jest jednak taka, że jeszcze wiele czasu upłynie zanim manga (i komiks w ogóle) przestanie się kojarzyć z wyłącznie z cycatymi licealistkami, a zacznie się kojarzyć z takimi arcydziełami jak Akira Katsuhiro Otomo, czy Ghost in the Shell Masamune Shirow.
Miesiąc w którym zabrakło piaskarek
Listopad mile mnie zaskoczył. Mamy śnieg. Niestety nie jest to miła wiadomość dla kierowców, którzy mimo buńczucznych zapowiedzi drogowców, którzy są gotowi od lipca, muszą jak co roku stać w korkach. Jednak stojąc w korku zamiast krzyczeć na wszystkich dookoła możemy zagłębić się (nie, nie w zaspie) w lekturze komiksu.
Echa października
W poprzednim podsumowaniu pisałem o sukcesie polskiej cospleyerki na konwencie w Londynie. Fakt ten został odnotowany przez większość portali zajmujących się komiksem oraz wszystkie traktujące o mandze i anime. Zainteresowały się tym również niektóre poważne dzienniki. Jeden z nich pokusił się nawet o umieszczenie artykułu na ten temat w swoim wydaniu internetowym. Tą gazetą jest Życie Warszawy.
Akcja przeciw paleniu
15 listopada weszła w Polsce w życie tzw. ustawa antynikotynowa. Od tego dnia utrudnione będzie, na przykład znalezienie lokalu w którym będzie można zapalić. Jaki to ma związek z komiksem, zapytacie. Póki co niewielki. Ma, za to związek z animacją. Francuski instytut edukacji zdrowotnej i prewencji zlecił japońskiemu studiu animacji Studio 4oC, wykonanie animacji mającej zachęcić młodzież do rzucenia nałogu. W wyniku tej współpracy powstał dziesięciominutowy film pt: Attraction. Akcja ruszyła 16 listopada (zaskakująca zbieżność dat). Prócz animacji dostępny jest również komiks. Poniżej trailer tej animacji.
Mój pierwszy raz, czyli cała masa problemów. Relacja z Coperniconu 2010.
Mimo, że w komiksie siedzę od lat szesnastu, a w RPG'i gram od lat ośmiu ,to nigdy nie byłem na konwencie. Dlaczego? Pewnie dlatego, że nie miałem z kim, ale, również dlatego, że jakoś specjalnie mnie do tego nie ciągnęło. Jednak wreszcie nadarzyła się okazja. W sąsiednim mieście Toruniu, odbył się Copernicon 2010.
Dzień pierwszy
Początkowo planowaliśmy wyjechać z Bydgoszczy w piątek (15 października) o godzinie 15. Jednak sprawy zawodowe SilverRata sprawiły, iż wyjazd opóźnił się o godzinę. Jakby tego było mało bałagan organizacyjny w naszych szeregach spowodował, że do końca nie było wiadomo, kto pojedzie, nie będę ukrywał, że wina leży w znacznej mierze po mojej stronie. Po zażartej dyskusji i próbie wytrzymałościowej naszego wehikułu, wyruszyliśmy w drogę. Zaznaczę, że pojechali wszyscy, którzy zjawili się o godzinie 16 na miejscu zbiórki.
Podróż do Torunia przebiegła bez większych problemów, co jest niezaprzeczalną zasługą naszego wspaniałego kierowcy wspomnianego już SilverRata i Pitka, który wziął na siebie rolę nawigatora, ale nie wziął GPS'a, przez co musiał posiłkować się sposobami bardziej tradycyjnymi, czyli mapą. Po dotarciu na miejsce okazało się, że koleżanka Agata u której mieliśmy nocować, gdzieś wybyła, tak więc pozostawiliśmy nasze bagaże w samochodzie i wybraliśmy się pieszo do Zespołu Szkół nr 10 w którym odbywał się konwent.
Dzień pierwszy
Podróż do Torunia przebiegła bez większych problemów, co jest niezaprzeczalną zasługą naszego wspaniałego kierowcy wspomnianego już SilverRata i Pitka, który wziął na siebie rolę nawigatora, ale nie wziął GPS'a, przez co musiał posiłkować się sposobami bardziej tradycyjnymi, czyli mapą. Po dotarciu na miejsce okazało się, że koleżanka Agata u której mieliśmy nocować, gdzieś wybyła, tak więc pozostawiliśmy nasze bagaże w samochodzie i wybraliśmy się pieszo do Zespołu Szkół nr 10 w którym odbywał się konwent.


.jpg)