Napisane przez: Jarosław Przewoźniak 27 maj 2014

Seriale mają to do siebie, że po pewnej, skończonej liczbie odcinków ich popularność zamiast ciągle iść w górę, zaczyna gwałtownie opadać. Zjawisko to zachodzi najczęściej w momencie, gdy odbiorcy zaczynają dochodzić do wniosku, że istnieją lepsze sposoby na spędzenie wolnego czasu niż śledzenie po raz n-ty tych samych wydarzeń. Jest to też zwykle ten moment gdy twórcy muszą zdecydować, czy zamknąć produkcję, czy też zasiąść przy stole i wymyślić (wreszcie) coś nowego. W przypadku komiksowych uniwersów oznacza to zwykle stworzenie historii "po której nic nie będzie takie jak przedtem".


Droga do, chyba najlepiej rozpoznawalnego komiksu Marvela XXI wieku, rozpoczęła się na początku 2004 roku, kiedy to wydano pierwszy zeszyt miniserii Tajna Wojna. Zamieszanie jakie wywołał w niej Nick Fury spowodowało, że status superbohaterów na Ziemi-616 zaczął się gwałtownie zmieniać. Społeczeństwo amerykańskie, które do tej pory łaskawym okiem spoglądało na beztroskie niszczenie przez trykociarzy mienia publicznego, zaczęło dostrzegać, że pod zawalonymi, betonowymi blokami leżały również ciała mimowolnych świadków ich starć. Rząd postanowił więc zareagować. Zaproponowano wprowadzanie ustawy regulującej działalność superbohaterów. Spotkało się to jednak z ostrym sprzeciwem samych zainteresowanych, co doprowadziło do wstrzymania prac nad ustawą. Mimo to, Iron Man, Mr. Fantastic i czterech innych herosów postanowiło zaprowadzić porządek na własną rękę, powołując do życia grupę zwaną Illuminati. Początkowo odnosiła ona sukcesy, potrafiąc szybko reagować na wybryki Wolverine'a (Wróg publiczny), Hulka (Planeta Hulka) i Scarlet Witch (Upadek Avengers, Ród M), mimo to opinia publiczna nie ustępowała. Czarę goryczy przelała grupa New Warriors, której nalot na kryjówkę czterech uciekinierów z Raft zakończył się śmiercią ponad 600 cywili, rozpoczynając tym samym wojnę w której na przeciw siebie stanęli najpotężniejsi ziemscy superbohaterowie.

Jak widzicie, aby móc w pełni zrozumieć to co dzieje się w Wojnie domowej czytelnik musi znać całą masę wcześniejszych opowieści. Wyczerpujący opis tego co napisałem powyżej (i jeszcze paru innych istotnych zdarzeń które pominąłem) zająłby pewnie z tuzin stron Ech z przeszłości i jakością przypominałoby streszczenie Mody na sukces. Na szczęście wydawcy WKKM nie musieli iść tą drogą, bo polski czytelnik wiele z tych historii już poznał. Problemem jest natomiast wiedza o historiach dziejących się równolegle. Podczas trwania wojny, na Ziemi-616 działała ponad setka superbohaterów i niemal każdy z nich wziął w niej udział (a i kilku superłotrów sympatyzowało z każdą ze stron). Nic więc dziwnego, że historia ta objęła prawie czterdzieści serii wydawanych w tamtym okresie przez Marvela (z czego prawie połowa to miniserie z Civil War w tytule). Wydawać by się więc mogło, że jest to wystarczające odciążenie scenarzysty głównego wątku, który może skupić się militarnym aspekcie eventu. Pokazaniu w jaki sposób grupy prowadzone przez Kapitana Amerykę i Iron Mana planują swoje kolejne działania, jak wpadają w pułapki i w jaki sposób się z nich uwalniają oraz jakie ponoszą przy tym straty. Wątki przedstawione w innych seriach można było ograniczyć do wspomnienia w dialogach lub do kilku sprytnie wplecionych kadrów. Ja jednak odniosłem wrażanie, że Millar chciał, aby to w jego historii pojawiły się wszystkie najistotniejsze wątki wchodzące w skład eventu. Spowodowało to, że tempo akcji komiksu jest nie równe, co najmocniej odbiło się to na kreacjach głównych bohaterów.

Najważniejszymi postaciami Wojny domowej są Iron Man i Mr. Fantastic, którzy Ustawę o Rejestracji Superludzi poparli oraz Kapitan Ameryka, który wierzy, że żadne regulacje nie są superbohaterom potrzebne. Najgorzej została poprowadzona postać tego ostatniego. Zachowanie Steve Rogersa (który jest jedną z moich ulubionych postaci w uniwersum Marvela) przez większość komiksu przypomina działania tępego muła, który idzie na przód nie bacząc na konsekwencje. Zupełnie jak młody żołnierz, który po raz pierwszy dostał do rąk karabin z ostrą amunicją, a nie jak zaprawiony w bojach weteran. Do tego jego decyzja o nie poparciu ustawy w mojej opinii nie została wiarygodnie uzasadniona. Bardziej podobała mi się kreacja Steve'a w wydanym w Polsce przez Muchę New Avengers: Wojna Domowa. Kolejną dziwnie poprowadzoną postacią była Miriam Sharpe. Matka jednej z ofiar nieudanej akcji New Warriors i kobieta, która była inspiracją dla poparcia przez Iron Mana i spółki nowych regulacji. W komiksie widzimy jak jej pozycja stopniowo rośnie. Potrafi ona przekonać Amerykanów do swoich racji i nagle... znika. Szkoda, że Millar nie zdecydował się na większe upolitycznienie konfliktu. Miriam mogłaby wtedy być głównym rozgrywającym na politycznej scenie USA i postacią będącą przeciwwagą dla działającego z ukrycia Nicka Fury'ego. Niestety zaraz po wojnie Marvel z niej zrezygnował (istotną rolę odegrała jeszcze tylko w Fear Itself: The Home Front). 


Oczywiście w serii można znaleźć też postaci nieźle wykreowane. Najbardziej podobał mi się konflikt wewnątrz Fantastycznej Czwórki. Reed Richards, który staje się prawą ręką Tony'ego Starka, tak bardzo oddaje się badaniom nad wpływem superludzi na społeczeństwo, że całkowicie odseparowuje się od reszty grupy. Porzuca przy tym Johnny'ego, który staje się jedną z pierwszych ofiar wojny oraz Sue, co w istotny sposób wpływa na ich małżeństwo. Warto również zwrócić uwagę, że im dłużej trwa konflikt, tym dzieci Richardsów są bardziej zaniedbywane przez rodziców. Drugą świetnie wykreowaną postacią jest Punisher, który nie akceptuje wprowadzenia ustawy, ale też sam, ze względu na swoje działania, nie może być zaakceptowany w grupie Kapitana.

Za rysunki w Wojnie Domowej odpowiada Steve McNiven, znany polakom, ze wspomnianego już przeze mnie w tym artykule New Avengers (drugi tom). Tu poszło mu raczej średnio. Cała masa kadrów wygląda jakby była robiona w pośpiechu. Zdarza się też, że postaci stoją w dziwnych pozach, a ich twarze zastygają w nienaturalnych grymasach. Zupełnie jakby nad McNivenem stał z batem redaktor naczelny i ciągle go poganiał.

Gdy Mucha zapowiedziała, że wyda ten Wojnę Domową w Polsce, szybko znalazła się ona na szczycie mojej listy "muszę to mieć". Niestety z różnych względów musiałem zakup ten odłożyć w czasie. Później okazało się, że zostanie ona wydana w ramach WKKM, a jej cena ma być o połowę niższa. Postanowiłem więc poczekać. Nie żałuję tej decyzji. Wojnę Domową trzeba znać, gdyż bez tego ciężko będzie zrozumieć niektóre wątki w historiach po niej wydanych (np.: dlaczego w Pięciu koszmarach Thor tak jawnie gardzi Iron Manem). Warto jednak zaopatrzyć się w nią jak najmniejszym kosztem.


{ 4 komentarze Dołącz do dyskusji i podziel się swoją opinią }

  1. "(np.: dlaczego w Pięciu koszmarach Thor tak jawnie gardzi Ironmanem)."

    Czy to nie jest błąd? Chodziło raczej o 8 tom WKKM, Thor: Odrodzenie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko się zgadza. Chodzi o scenę pogrzebu z Pięciu Koszmarów.

      Usuń
  2. Chodziło Ci raczej o Tajną Wojnę a nie Tajne Wojny
    No i gościu!!! Jako fan Marvela powinieneś wiedzieć, że pisze się Iron Man a nie Ironman

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, dzięki za zwrócenie uwagi, błędy poprawione.

      Usuń

- Copyright © 2010-2014 Półka pełna komiksów - Ore no Imouto - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -