Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania relacja, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

Sezon konwentowy rozpoczęty! Relacja z Bydgoskiej soboty z komiksem.

Dnia dzisiejszego odbyła się Bydgoska Sobota z Komiksem. Jest to pierwsza tego typu impreza w stu procentach skierowana do fanów komiksu w Polsce. Z racji tego, że jest to dopiero mój drugi konwent, do tego pierwszy stricte komiksowy, zamiast klasycznej relacji podzielę się z Wami, Drodzy Czytelnicy kilkoma moimi spostrzeżeniami i uwagami.

Impreza odbyła się w Akademickiej Przestrzeni Kulturalnej Wyższej Szkoły Gospodarki w (a jakże) Bydgoszczy. Impreza była dość szeroko reklamowana w lokalnych mediach, natomiast w centrum handlowym Focus Mall zostało wystawionych kilkanaście plansz komiksowych wykonanych przez polskich artystów. Mnie osobiście zabrakło, jednak plakatów w centrum miasta, szczególnie w pobliżu miejsca imprezy, która cieszyła się dużym zainteresowaniem lokalnych mediów (radia, prasy i telewizji). Tak więc Ci którzy jakimś cudem o konwencie się nie dowiedzieli, na pewno się dowiedzą i być może przybędą w przyszłym roku.


BSzK rozpoczęła się od krótkiej prezentacji sylwetek bydgoskich twórców (Jacka Michalskiego, Jacka Przybylskiego, Jerzego Wróblewskiego i Andrzeja Nowakowskiego), których prace zostały wystawione na terenie APK. Zaraz potem odbyły się warsztaty, których uczestnicy prezentowali bardzo wysoki poziom artystyczny. Co ciekawe najmłodszy ich uczestnik miał jedynie 6 lat. Fajnie, że rodzice wraz z takimi szkrabami odwiedzają takie miejsca i zarażają swoje pociechy swoją pasją, być może za kilka lat to właśnie oni zwojują nasz rodzimy rynek.

Manga nad Wisłą #9

Jest mi niezwykle przyjemnie, że dzięki polskim firmom specjalizujących się w wydawaniu  japońskich komiksów, mogę każde kolejne wydanie Mangi nad Wisłą rozpoczynać od informacji o nowym tytule sprowadzonym na polski rynek. Tym razem padło na kolejny shouneno-tasiemiec, czyli Pandora Hearts.

Zanim jednak przejdę do tych dobrych wiadomości (których w ostatnim miesiącu było naprawdę sporo) zacznę od tej jednej, jedynej złej. Wydawnictwo Hanami, postanowiło przełożyć premierę kolejnego, szóstego już, tomu Pluto z końca maja na koniec czerwca. Wydawnictwo tłumaczy to względami marketingowo-promocyjnymi. Kolejny rozdział śledztwa w sprawie tajemniczego mordercy robotów, będzie miał swoją premierę podczas Bałtyckiego Festiwalu Komiksu- GDAK, który odbędzie się w dniach 30 czerwca do 1 lipca. Ja osobiście jestem z tego powodu bardzo mocno niepocieszony. Poprzedni tom komiksu, był naprawdę świetny i z wypiekami na twarzy oczekiwałem kontynuacji, na którą będę musiał, niestety, poczekać nieco dłużej. Poza tym, boję się, że podobnie jak w zeszłym roku, wydawnictwo może zaniechać wydawania komiksów japońskich w wakacje. Oznaczałoby to, że przedostatni tom serii dostaniemy dopiero we wrześniu. Na chwilę obecną nie wiadomo również, kiedy zostanie wydany ósmy tom innego hitu Hanami, czyli Ikigami. Byłbym wielce ukontentowany, gdyby nastąpiło to też, przy okazji gdańskiego festiwalu.

#147 Siła polskiego fandomu jest wielka. Relacja z konwentu Pyrkon 2014.

Odkąd zacząłem regularnie jeździć na konwenty za początek wiosny zacząłem przyjmować przedostatni piątek marca. Tego właśnie dnia rok, rocznie startuje jeden z największych polskich konwentów. Choć po tym co wydarzyło się w tym roku powinienem napisać: na NAJWIĘKSZYM polskim konwencie.



Do Poznania przyjechałem w piątek ok. godziny 14.30 i od razu skierowałem swoje kroki w stronę Międzynarodowych Targów Poznańskich. Przed wejściem kolejek nie było, co mnie szczerze ucieszyło, gdyż oznaczało to, że uproszczenie sposobu odprawy uczestników przyniosło zamierzony efekt. Podszedłem, więc do pierwszej wolnej kasy, wręczyłem miłej pani swoje pieniążki, a ona w zamian dała mi identyfikator. Trochę mnie to zdziwiło, bo za tę cenę liczyłem na więcej. Wprawdzie spodziewałem się, że nie zostanę zaobrączkowany, co tak na marginesie zawsze uważałem za bezcelowe, powinienem jednak dostać jeszcze całą torbę dóbr. Na całe szczęście, szybko zostałem poinformowany, że otrzymam ją tuż przy bramkach. W torbie znalazłem, prócz standardowego informatora i skrótu programu, kod na 100 czaszek do jednej z gier na komórkę i limitowaną kostkę k6 z pyrkonowym motywem. 

Mój pierwszy raz, czyli cała masa problemów. Relacja z Coperniconu 2010.

Mimo, że w komiksie siedzę od lat szesnastu, a w RPG'i gram od lat ośmiu ,to nigdy nie byłem na konwencie. Dlaczego? Pewnie dlatego, że nie miałem z kim, ale, również dlatego, że jakoś specjalnie mnie do tego nie ciągnęło. Jednak wreszcie nadarzyła się okazja. W sąsiednim mieście Toruniu, odbył się Copernicon 2010.

Dzień pierwszy

Początkowo planowaliśmy wyjechać z Bydgoszczy w piątek (15 października) o godzinie 15. Jednak sprawy zawodowe SilverRata sprawiły, iż wyjazd opóźnił się o godzinę. Jakby tego było mało bałagan organizacyjny w naszych szeregach spowodował, że do końca nie było wiadomo, kto pojedzie, nie będę ukrywał, że wina leży w znacznej mierze po mojej stronie. Po zażartej dyskusji i próbie wytrzymałościowej naszego wehikułu, wyruszyliśmy w drogę. Zaznaczę, że pojechali wszyscy, którzy zjawili się o godzinie 16 na miejscu zbiórki.

Podróż do Torunia przebiegła bez większych problemów, co jest niezaprzeczalną zasługą naszego wspaniałego kierowcy wspomnianego już SilverRata i Pitka, który wziął na siebie rolę nawigatora, ale nie wziął GPS'a, przez co musiał posiłkować się sposobami bardziej tradycyjnymi, czyli mapą. Po dotarciu na miejsce okazało się, że koleżanka Agata u której mieliśmy nocować, gdzieś wybyła, tak więc pozostawiliśmy nasze bagaże w samochodzie i wybraliśmy się pieszo do Zespołu Szkół nr 10 w którym odbywał się konwent.

Relacja z Pyrkonu 2012

Nie jestem konwentowiczem. Do tej pory stroniłem od tego typu imprez. Ostatnio doszedłem jednak do wniosku, że skoro i tak siedzę już po uszy w popkulturze, to warto by po udzielać się również i na tym polu. Tak więc, gdy kolega zaproponował wyjazd na Pyrkon, nie wahałem się ani chwili.

Na tym zdjęciu znajduje się autor tegoż bloga. Znajdź go!
Do Poznania dojechaliśmy około godziny 14.00 w piątek. Wraz z nami z pociągu wylała się hałaśliwa fala rozentuzjazmowanych młodych ludzi, których garderoba zdradzała lekkie oznaki szaleństwa. Wszyscy zdążaliśmy w jednym kierunku. Naszym celem były hale Międzynarodowych Targów Poznańskich. Jednak już na samym początku drogi, byliśmy zmuszeni się rozdzielić, część z nas zdążała do hosteli, aby odebrać klucze do zamówionych pokoi i zostawić w nich bagaże. Natomiast ja i mój kolega Mqrcel, skierowaliśmy swoje kroki prosto do MTP. Po przekroczeniu progu hali naszym oczom ukazała się ogromna kolejka, a właściwie około dziesięciu kolejek, do dziesięciu różnych kas. Najciekawsze jest to, że wszyscy nowo przybyli ustawiali się w najdłuższej kolejce, tej obok wejścia. My natomiast, po szybkiej ocenie zastanej sytuacji, postanowiliśmy, na przekór wszystkiemu i wszystkim, stanąć w tej najkrótszej, dzięki czemu załatwiliśmy wszelkie formalności w około 5 minut. Miła pani w okienku, bardzo szybko nas obsłużyła. Wręczyła nam  stupięćdziesięciostronicową książeczkę z opisami atrakcji i mapką okolicy z wyszczególnionymi bankomatami oraz sklepami wraz z ich godzinami otwarcia oraz szesnastostronicowy suplement ze stablicowanym zestawieniem wydarzeń. Oprócz tego, pani ta, założyła na nasze nadgarstki czerwony pasek z logo konwentu (do wyboru były materiałowe, plastikowe lub papierowe, w zależności od tego, ile czasu miało się spędzić na konwencie, co ułatwiało weryfikację), który mieliśmy obowiązek pokazywać na każde wezwanie ochrony. Po zaobrączkowaniu, udaliśmy się do szkoły, gdzie spodziewaliśmy się zostawić nasze bagaże w jednej z sal zaadaptowanych na sleep room, jednak odbywające się tam ciągle lekcje sprawiły, że byliśmy zmuszeni zawrócić taszcząc na sobie ciężkie torby i plecaki. Wiadomo, w piątek po południu w szkole trwają lekcje, szkoda tylko, że pani w kasie, która wskazała mi drogę do szkoły, nie poinformowała mnie o tym, że będzie ona otwarta dla uczestników konwentu dopiero za jakieś trzy godziny. Na całe szczęście, nie było problemu z pozostawieniem bagaży pozostawieniem w szatni na terenie MTP. 

Relacja z konwentu Animatsuri: Konflikt okresu Sengoku

Warszawa. Miasto o który napisano niezliczoną ilość hymnów, pieśni i piosenek. Miasto, którego dzieje można śledzić w kronikach i na płótnach wielkich mistrzów. Wreszcie, miasto, które, siłą rzeczy, zawsze było w centrum wydarzeń decydujących o losie naszej ojczyzny. Nie dziwi więc, że to właśnie tu, 14 lipca 2012 roku odbyła się inscenizacja jednej z ważniejszych bitew w historii Japonii. Na wstępie muszę Wam przyznać, że do końca nie wiedziałem czy wybiorę się na tegoroczne Animatsuri. Ekipa z którą miałem jechać, sukcesywnie się rozpadała. W końcu, na kilka dni przed wyjazdem, gdy miałem już jechać po bilety na pociąg, okazało się, że jadę wyłącznie ze swoją o sześć lat młodszą siostrą, Weroniką, dla której miał być to pierwszy w życiu konwent.

Honorowy patronat objęła ambasada Japonii
Podróż z Bydgoszczy do Warszawy przebiegła nam bez większych nieprzyjemności. Można wręcz powiedzieć, że aż do Torunia jazda była wręcz komfortowa, gdyż oprócz nas w przedziale siedziała tylko jedna pani. Potem już, nasz przedział sukcesywnie się wypełniał. Do stolicy naszego kraju dojechaliśmy około godziny siedemnastej, czyli na godzinę przed rozpoczęciem imprezy. Podróż z peronu do szkoły konwentowej przebiegła nam sprawnie i szybko. Dużo szybciej niż się spodziewałem, gdyż początkowo zakładałem, że będziemy długo kluczyć po mieście. Bardzo pomocna okazała się dokładna mapka dojazdu, zamieszczona na stronie internetowej organizatorów. Pierwsze co ukazało się naszym oczom to kolejka, bardzo długa kolejka, wychodząca, aż poza teren XXI LO im. Hugona Kołłątaja. Tu przydały się nam nasze dziennikarskie wejściówki, umożliwiające nam ominięcie kolejki i szybkie dostanie się na teren konwentu. Ciekawostką jest fakt, że ochrona wpuszczała najpierw osoby bez rezerwacji. Być może akurat wtedy, to właśnie to stanowisko było wolne. Po ominięciu ochrony skierowaliśmy się do okienka dla VIPów, gdzie pojawił się pierwszy zgrzyt. Otóż okazało się, że nie ma nas na liście. Miła pani długo szukała naszych nazwisk, w końcu jednak dopisała nas na nią i pozwoliła przejść, wręczając uprzednio plan atrakcji, informator (zawierający kilka stron z komiksu Usagi Yojimbo), znaczek z maskotką stowarzyszenia Animatsuri, czyli z Echiko Matsuri, Usagiego w wersji zrób to sam i bransoletkę, którą mieliśmy obowiązek pokazywać przy wejściu na teren konwentu.

#113 Polski Comic-Con (?). Relacja z konwentu Pyrkon 2013.

Pamiętam, że dawno temu, gdy w polskim fandomie zaczęła ugruntowywać się pozycja konwentu, jako świetnego sposobu na spędzenie wolnego czasu, pojawiła się też idea organizowania takiego zlotu w formie targów. Ostatecznie, mimo wielu prób, nigdy się to nie udało. Powodów takiego stanu rzeczy było wiele. Od zmian w prawie, które ukróciły handel nielegalnymi kopiami kaset z anime, aż do małej ilości firm zajmujących się sprzedażą gadżetów dla fanów, których wtedy, wcale nie było, aż tak wielu. Najlepiej, do tej pory, w tej sferze radziły sobie konwenty mangowe z całą masą stoisk, które niestety oferują głównie to samo, co inne. Czas jednak płynie i fani wychowani na imprezach z lat '90 dorośli i dziś zakładają profesjonalne firmy zajmujące się produkcją i/lub dystrybucją różnego rodzaju dóbr dla fanów. Ci ostatni też, są zamożniejsi, niż ich koledzy uczestniczący w pierwszych polskich konwentach i chętniej wydają krwawicę rodziców na różnego rodzaju gadżety. Czy to jednak wystarczy, aby powrócić do idei konwentu jako targów i co więcej, czy pomysł ten uda się wreszcie zrealizować? 

Do Poznania przybyliśmy w piątek (22 marca) około godziny 13.30 i od razu obraliśmy kurs na hale Międzynarodowych Targów, aby ustawić się w kolejce po akredytacje. Oczywiście już niemal tradycyjnie ominęliśmy, naprawdę długi ogonek do kas i skierowaliśmy się do tej przeznaczonej dla mediów. Jakie było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że również i ta kolejka jest niewiarygodnie długa, nawet pomimo tego, że media były obsługiwane nie przez jedną, ale przez dwie kasy. Na domiar złego nie ominęła nas awaria serwera, który nie wytrzymał naporu konwentowiczów i konsekwentnie, po obsłużeniu około pięciu osób przy jednej kasie, czyli około czterdziestu potencjalnych uczestników, zawieszał się ponownie. W konsekwencji, będąc na siódmym miejscu w kolejce, na teren imprezy dostaliśmy się po godzinie czekania. Na całe szczęście, większości oczekujących nie opuszczał dobry humor. Przypominało to trochę wydarzenia z krajowych stadionów, gdyż oczekujący co i rusz robili meksykańskie fale i śpiewali przyśpiewki w stylu "jeszcze jeden" mając nadzieję, że zostaną obsłużeni przed kolejną awarią. Także panie z kas starały się urozmaicić czekającym wolny czas np.: grając z nimi w kółko i krzyżyk (osobiście byłem świadkiem takiego "procederu"). Oczywiście tak zabawnie nie było na zewnątrz, gdzie również sięgały kolejki, bo mróz tej wiosny jest naprawdę niesamowity (wg TVN 24, temperatura przy gruncie w Poznaniu w niedzielę wynosiła -23 stopnie). Nieco lepiej sytuacja wyglądał przy kasach od strony ulicy Roosvelta (myśmy weszli od strony ulicy Śniadeckich), gdzie kolejki miały możliwość tak się powykręcać, aby wszyscy chętni zmieścili się w hali, a nie koczowali na zewnątrz. 
►

- Copyright © 2010-2014 Półka pełna komiksów - Ore no Imouto - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -