Napisane przez: Jarosław Przewoźniak 12 lis 2011

Piętnaście lat to długi okres. Po mniej więcej takim czasie, od swoich narodzin, Twoja córka może cię uświadomić, że jest w ciąży. Twój syn może wrócić do domu spity do nieprzytomności, a Ty nadal będziesz uważać, że to małe dziecko. No właśnie, dziecko, aby mogło się narodzić, poczynione muszą zostać pewne działania. Podobnie rzecz miała się z "narodzinami" mangi w Polsce.

Prehistoria

Okładka pierwszej SFery
Pierwsze próby popularyzacji mangi w Polsce zostały uczynione już w czasach PRL-u. To właśnie wtedy w latach 1984- 1988 wydawano fanzin fantastyki SFera. W jednym z numerów zina opublikowano epizod z serii Black Knight Batto. Napisał go twórca Cobry i Goku Midnight Eye, hitów przełomu lat '70 i '80 w Japonii, Buichi Terasawa. Artysta ten w 1976 przeprowadził się z rodzinnej Asahikawy (wyspa Hokkaido), gdzie urodził się w 30 marca 1955 do Tokio, gdzie zaczął tworzyć pod okiem samego Osamu Tezuki (Astro boy, Metropolis). Jego komiksy były publikowane w magazynie Weekly Shonen Jump w którym publikowane są dziś takie hity jak Naruto czy One Piece. Terasawa pracował dla Tezuka Production (dział manga), zdobył również nagrodę Tezuka Awards. Podeszliśmy więc do tematu bardzo poważnie i to już od samego początku, jednak wtedy się nie udało i przez kolejne 10 lat w naszym kraju było o mandze cicho.

W Polsce, czy w ogóle na świecie, manga jest niezwykle silnie kojarzona z animacją (anime). Pierwszy taki tytuł pojawił się w naszym kraju już w 1972 roku. To właśnie wtedy w polskich kinach emitowany był Kot w butach z 1969 roku, produkcji Toei Animation (Dragon Ball, Sailor Moon, Rycerze Zodiaku). Reżyserem tego filmu był Kimio Yabuki, a scenarzystą Hisashi Inoue i Morihisa Yamamoto. Była to adaptacja znanej europejskiej baśni. Ubogi Piotruś nieoczekiwanie otrzymuje pomoc od swojego kota, który pomaga mu w pokonaniu złego Czarnoksiężnika. Sympatyczny futrzak sam wpada jednak w tarapaty, bo za zaprzyjaźnienie się z myszami, zostaje on skazany na śmierć przez samego Króla Kotów. Film został nagrodzony na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Moskwie w 1970 roku. Może właśnie to przesądziło, że ten film dotarł również i do nas.

"Bywa tu bywa tam, bywa też gdzie indziej"

Pierwsze logo Polonii 1
Poprzednie przykłady nie zapisały się jakoś szczególnie w świadomości fanów. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że niewiele osób w ogóle o nich wie. Wielu za faktyczny początek anime w Polsce uważa 7 marca 1993 roku. To właśnie tego dnia wystartowała pierwsza w Polsce komercyjna stacja telewizyjna, czyli Polonia 1. Miała ona w swojej ofercie, prócz telezakupów i całej masy telenowel, również anime, co ciekawe powtarzane są one do dnia dzisiejszego. Stacja ta, została założona przez sardyńskiego biznesmena, Nicolę Grauso. Nic zatem dziwnego, że w ofercie dominowały produkcje dubbingowane w języku włoskim. Podobnie rzecz się miała z japońskimi animacjami. Pamiętam, że jak byłem małym dzieciakiem to strasznie lubiłem oglądać Yattamana u moich dziadków, a moja babcia nie lubi Azjatów. Dzięki włoskiemu dubbingowi nie miałem z tym problemu. Dzięki Nicol!

Naprzód! Przez ocean!
No, właśnie Yattaman. Mimo, że Polonia 1 miała w swojej ofercie 23 japońskie tytuły, to właśnie ten najgłębiej zakorzenił się w pamięci fanów. Zły Dokurobei pragnie skompletować tajemniczy kamień zwany Dokuro, który ma moc ujawnienia lokalizacji największego złoża złota na Ziemi. W tym celu powołuje on do życia organizację zwaną bandą Drombo. Liderem grupy zostaje Dronio, seksowna 24- latka, która każdy odcinek kończyła w negliżu. Asystuje jej para mężczyzn ubranych w obcisłe kostiumy. Szczurowaty Boyakki i gorylowaty Tozler. Każdy z odcinków posiadał podobny scenariusz. Dokurobei informuje swoich popleczników o domniemanej lokalizacji kolejnego kawałka Dokuro, banda Drombo rozkręca jakiś biznes (w każdym odcinku inny) mający na celu zebranie funduszy na kolejną maszynę zła, a wszytko to próbują zepsuć im Yattamani (w wolnym tłumaczeniu: Hurramani). Ci dobrzy to Gan- chan (Yattaman 1), syn słynnego producenta zabawek, który dokończył budowę Yatta- psa i Jannet (Yattaman 2), córka sprzedawcy urządzeń elektrycznych, zawsze chętnie pomagająca koledze w budowie robotów. Asystuje im Robbie Robbie mały robocik, przechowujący wzmacniacze robotów. Najciekawsze w całej serii jest chyba podejście do tematu wielkich robotów. Operator, inaczej niż w Gundamach, czy innych Evangelionach, siedzi nie w kokpicie, ale na zewnątrz mecha. Kolejną ciekawostką jest oryginalny tytuł serii, otóż brzmi on Yatterman, mimo iż nawet sami mieszkańcy Kraju Kwitnącej Wiśni wymawiają to jako "yattaman", co więcej w katakanie (japońskim alfabecie) tytuł również jest pisany jako "yattaman". No, ale Japończycy nigdy nie byli dobrzy w transliteracji.

Seria ta miała swoją premierę w Japonii 1 stycznia 1977 roku i zamknęła się w 108 odcinkach. Reżyserem serii był Hiroshi Sasagawa z Tatsunoko Production (Załoga G, Samurai Pizza Cats). W styczniu 2008 w japońskiej telewizji wystartował 60 odcinkowy remake serii, reżyserem ponownie został Hiroshi Sasagawa, a 7 marca 2009 roku swoją premierę miał aktorski film kinowy Yattaman. Na fotelu reżysera posadzono pana Takashi Miike jednego z najbardziej cenionych twórców horrorów w Japonii. Na temat całej serii (zarówno seriali jak i filmu) słuchać bardzo różne opinie, wszyscy są jednak zgodni, że jest to jeden z tych tytułów, obok Gigiego, Daimosa, Załogi G i wielu innych, który przyczynił się czynnie do rozwoju rynku m&a w Polsce.

Import słowa "manga" do Polski i co z tego wynikło

Tak, wszyscy starsi fani pamiętają czasy Polonii 1,  mimo, iż wtedy bardzo niewielu (jeżeli w ogóle ktoś) był świadom, że nie są to, jak powszechnie się wówczas uważało, włoskie kreskówki. Pierwszy udokumentowany kontakt Polaka z mangą miał miejsce na londyńskich targach komputerowych. Podejrzewam, że mogły to być targi ECTS (European Computer Trade Show), jednak żadne dostępne mi źródło tego nie potwierdza. Na pewno miało to miejsce przed pierwszą połową 1994 roku (mógłby to być 10-12 kwiecień 1994), podanie dokładnej daty jest tym bardziej trudne, że targi te w latach 1992- 1996 odbywały się dwa razy w roku. Nie wspominając o tym, że mogła być to kompletnie inna impreza. Faktem jest jednak, że na jednym ze stoisk Robert "Mr. Root" Korzeniowski usłyszał legendarne już słowa "Hej man, manga videos are cool!" i zakupił na VHS'ie Akirę w reżyserii Katsuhiro Otomo.

Pierwsze anime sprowadzone do Polski
W dniach 12- 13 września 1994 roku w Warszawie odbył się pierwszy Intel Outside. Był to zlot fanów Amigi, komputerów produkowanych od 1985 roku. Ich nazwa pochodzi od hiszpańskiego słowa "la amiga", oznaczającego przyjaciółkę. Patrząc z perspektywy czasu, była to niezwykle trafna nazwa dla komputera. Pierwszym komputerem z tej serii była Amiga 1000, uzbrojona w procesor MC68000 7,14 MHz firmy Motorola. Co ciekawe w sieci można znaleźć jeszcze filmiki z koncertu, który odbywał się w ramach tej imprezy w klubie Stodoła. Dlaczego o tym piszę? Otóż na IO, Mr. Root zorganizował pierwszy kącik o nazwie Manga Room, na którym zdradzał zainteresowanym, jak na tamte czasy, prawdziwą wiedzę tajemną, czyli tłumaczył czym owa tajemnicza "manga" jest. Podobnie rzecz miała się na drugim Intel Outside'zie (29- 30 sierpnia 1995). To właśnie wtedy w głowie pana Roberta pojawiła się myśl o przekazaniu owej obrazoburczej wiedzy światu.

Postaci z anime nie raz zdobiły okładki magazynu Secret Service
W roku 1995 na łamach magazynu komputerowego Gambler pojawił się pierwszy w Polsce artykuł o mandze. Sam tekst zawierał sporo błędów, wynika to z faktu, że Mr. Root za bardzo nie miał, gdzie zweryfikować swojej wiedzy. Kolejnym krokiem do popularyzacji m&a w naszym kraju był blok Manga Room w magazynie o grach komputerowych Secret Service, prowadzony przez Roberta Korzeniowskiego. Pierwszy artykuł z tej serii pojawił się w numerze listopadowym magazynu i był kontynuowany, aż do samego końca jego istnienia, czyli od numeru 27 do 95. Nie była to jednak jedyna działalność redakcji, która przyczyniła się do popularyzacji japońskiej popkultury nad Wisłą. Zorganizowali oni również, zamknięte pokazy filmów tylko dla czytelników, wśród prezentowanych tytułów były m.in.: pierwsze dwa filmy kinowe z serii Pokemon. W 1996 roku Robert Korzeniowski założył firmę Planet Manga z siedzibą w Warszawie, zajmującą się dystrybucją do naszego kraju kaset VHS z anime. Za jej pośrednictwem można było zamówić ok. 70 tytułów w języku angielskim wydawane przez takich dystrybutorów jak: A.D. Vision (Neon Genesis Evangelion, Slayers), Manga Entertaiment (Akira, Perfect Blue), AnimEigo (Bubblegum Crisis, You’re Under Arrest!), czy Pioneer (Kishin Heidan, Green Legend Ran). Poza tym wydali oni również 11 kaset z anime po polsku (Dragon Ball, Sailor Moon, Cowboy Bebop, Tenchi in Love, Armitage III: Polymatrix). Oprócz tego, za ich pośrednictwem można było zamawiać m.in.: koszulki z DB, podkładki pod mysz, figurki, czy kary do gry Pokemon. Sam Mr. Root na przełomie wieków znikną ze sceny mangowej, a pojawił się na muzycznej scenie klubowej. Stał się hausowym DJ'em grającym głównie w Warszawie, choć grał również w Krakowie i Bydgoszczy. Jakiś czas temu, gdzieś w 2008 roku, znów zrobiło się o nim głośno, głównie za sprawą portali pokroju pudelka, a właściwie o jego związku z aktorką i piosenkarką Moniką Jarosińską (Plebania, M jak Miłość, Pierwsza Miłość). Według najnowszych informacji maja oni zamiar wziąć ślub w marcu 2012 roku. Od 2010 roku Mr. Root mieszka w Wielkiej Brytanii, gdzie podobno zaczął robić karierę muzyczną.

Mr. Root wczoraj (z Lum) i dziś (z Moniką Jarosińską)
"Ukarzę Cię w imieniu księżyca!"

Pierwsze logo Polsatu
Mr. Root zrobił bardzo wiele, aby rozpowszechnić japońską animację w Polsce. Jednak to nie on stał się sprawcą mangowej rewolucji w Polsce. Stało się to za sprawą pierwszej polskiej telewizji komercyjnej o zasięgu ogólnopolskim, czyli stacji Polsat (Polonia 1 była siecią 12 kanałów regionalnych). Rozpoczęła ona nadawanie 5 grudnia 1992 o godzinie 16.30 z terytorium Holandii. Nad Wisłę przeniosła się po wydaniu jej, przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji, koncesji. Miało to miejsce 5 października 1993 roku. Natomiast w 1994 roku, Polsat rozpoczął emisję anime Bishōjo senshi Sērā Mūn, czyli po naszemu Czarodziejka z Księżyca. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że był to główny impuls dzięki któremu mamy dziś fandom m&a w Polsce. To właśnie ludzie, którzy dzięki artykułom w Secret Service wiedzieli, że jest to anime, możliwa była dalsza popularyzacja japońskiego komiksu w Polsce.

Kto z nas nie uganiał się wtedy za spódniczkami?
Fabuła Czarodziejki rozpoczyna się w momencie kiedy, jak zwykle spóźniona do szkoły, czternastoletnia  Usagi (u nas Bunny) Tsukino, napotyka na swojej drodze grupkę urwisów. Zaciekawiona dziewczyna postanawia przyjrzeć się całej sytuacji i ku swojemu oburzeniu odkrywa, że dzieciaki znęcają się nad czarnym kotem. Z racji tego, że jest dobra i prawa, nie zastanawiając się, przegania ona dzieciaki. Zaskoczona odkrywa, że uratowany zwierzak, ma na czole plaster, który wyraźnie mu przeszkadza. Bunny bez namysłu ściąga opatrunek pod którym kryje się znamię w kształcie księżyca. W momencie gdy zostaje ono odsłonięte kot wyskakuje na jakieś 10 metrów, robi poczwórne salto i zgrabnie ląduje na dachu pobliskiego samochodu. Dziewczyna być może nawet zainteresowałaby się tym dziwnym zjawiskiem, gdyby nie fakt, że jest już mocno spóźniona. Po szkole Bunny wraz z koleżanką Naru postanawiają się wybrać do sklepu jubilerskiego, w którym odbywa się wyprzedaż. Jest to oczywiście sprawka złych mocy, które za sprawą biżuterii chcą posiąść energię niczego nie podejrzewających ludzi. Po powrocie do domu dziewczyna odkrywa, że w jej pokoju siedzi kotka, Luna, którą uratowała. W dodatku twierdzi ona, że Bunny ma przyjąć rolę Czarodziejki z Księżyca, która ma nie dopuścić do przejęcia Srebrnego Kryształu przez Królestwo Ciemności. Podobny cel obrał sobie pewien przystojniak Taksido, który nie raz wybawi Czarodziejkę z kłopotów. Przez całą serię Bunny i cała grupa czarodziejek, która przez całą serię rozrasta się do 13 dziewcząt, ratuje świat przed różnymi dziwacznymi demonami.

Nigdy nie było nas tak wielu
Animacja Sailor Moon cieszyła się dużą popularnością niemal na całym świecie. Jedną z niewielu grup, której nie przypadła do gustu byli cenzorzy, którzy z niezwykłą wręcz lubością pocięli serię. Wycieli oni z niej m.in.: sceny śmierci, czy te o podtekście homoseksualnym. Prym w tej dziedzinie wiedli obywatele najbardziej tolerancyjnego państwa na świecie, czyli Amerykanie. W Polsce wyemitowano 197 z 200 odcinków serialu (brak odcinków 45, 46 i 133), w których można było usłyszeć głos Danuty Stachyry w roli lektora. Seria została podzielona, zarówno w Polsce jak i na świecie, na pięć sezonów (Sailor Moon, Sailor Moon R, Sailor Moon S, Sailor Moon SuperS, Sailor Moon Sailor Stars). Co ciekawe, w naszym kraju nie wymiotowano ostatniego odcinka  pierwszego sezonu, ale wyemitowano za to pierwszy drugiej, który jest jego skrótem. Dodatkowo w polskiej telewizji można było obejrzeć film kinowy Sailor Moon R: The movie, który został u nas wydany na kasetach VHS, przez Planet Mangę. Po raz pierwszy fani Czarodziejek w Polsce mogli się spotkać 19 września 1998 roku w warszawskim klubie Stodoła, gdzie odbył się pierwszy z czterech, Sailor Moon Day, Zgromadził on prawie 3000 uczestników. Takim wynikiem nie mógł się pochwalić żaden późniejszy konwent m&a w Polsce. Impreza miała charakter rotacyjny, polegało to na tym, że jedna grupa wchodziła przedstawiano im atrakcję, następnie ich wypraszano i wpuszczano następnych.

Giń, demonie!
Spore grono fanów Czarodziejki spowodowało, że była to pierwsza japońska animacja, w której zaczęło nam przeszkadzać tłumaczenie. Odpowiedzialną za nie była pani Agnieszka Kamińska. To dzięki niej możemy usłyszeć takie perełki jak: Mydło, powidło (atak Sailor Mercury), czy Błyszcząca woda, siły doda (atak tej samej czarodziejki). Jak podaje Jan Godwod w audycji ZSYP z 8 lutego 2009 roku, fakt ten wynikał  z faktu, że pani Agnieszka była zmuszona do tłumaczenia serialu ze słuchu, a nie tak jak robią to dzisiejsi tłumacze, ze scenopisu. Najlepszym przykładem na poparcie tej tezy jest tłumaczenie ataku Czarodziejki z Wenus, który w oryginale brzmiał "Crescent Beam Shower", po polsku brzmiał "Groch, fasola". Wynika to z faktu, że tłumaczka usłyszała bean (fasola), zamiast beam (promień).

Pierwszą emisję Czarodziejki w Polsce zakończono w 1995 roku, kolejna miała miejsce w latach 2000-2001. Mimo wielu wad stała się ona obiektem kultu wielu dzieciaków z tamtego okresu, bo kto z nas nie szalał wtedy za Czarodziejkami. To właśnie dzięki nim możliwym stało się oficjale wydanie w Polsce pierwszej mangi, czyli Aż do nieba, ale o tym napiszę w kolejnym poście.

C.D.N.
___________________________________________
Ponieważ jest to tekst oparty na faktach, a artykuły zamieszczane w internecie, nie zawsze są wiarygodne podaję, więc bibliografię:

{ 3 komentarze Dołącz do dyskusji i podziel się swoją opinią }

  1. Jakie wspomnienia.. jeny Tego loga Polonii nie pamiętam a to polsatu to mi się z paszportem kojarzy :D
    Rysunki ze środkowej okładki z Secret service, kiedyś myślałem ze na konsolach jest taka grafa, szok normalny! A to były tylko rendery na obrazki a nie żywcem z gry.
    Radek

    OdpowiedzUsuń
  2. Rewelacja. Bardzo rzeczowo. Szkoda, że trafiłam tutaj tak późno. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpadaj częściej i zasilaj grono moich wyznawców :).

      Usuń

- Copyright © 2010-2014 Półka pełna komiksów - Ore no Imouto - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -